Strona Główna Artyści Okiem Jacka Wysokińskiego

Okiem Jacka Wysokińskiego

1671

– Na początku zajmowanie się biżuterią  było moim hobby, do pewnego momentu byłem samoukiem – mówi Jacek Wysokiński. – Historia zaczęła się w Niemczech. Chodziłem do szkoły językowej, w której jedna z nauczycielek znała bardzo popularnych projektantów niemieckich – Egona Franka i Sabine Brandenburg-Frank. To są topowi designerzy projektujący w tej chwili kolekcje Izabelle Fa, Heinrich Denzel, Gellner Schmuck i kilku innych – a ja wtedy nawet o tym nie wiedziałem. Po tygodniowej praktyce próbnej doszli do wniosku, że lepiej będzie jeśli pójdę do szkoły i tam się czegoś nauczę. Dowiedziałem się wtedy po raz pierwszy o istnieniu takiej szkoły i rzeczywiście dostałem się do niej. Po ukończeniu pracowałem jeszcze w Niemczech przez dwa i pół roku, w Bonn, w atelier Koersgen. Robiłem luksusową biżuterię z platyny, złota, miałem do czynienia z luksusowymi zegarkami takimi jak Jaeger Le Cultre Rolex Hublot Breitling i innymi. Gdy wróciłem do Polski dostałem się do Legnicy  na wystawę "Młodzi twórcy – galerie prezentują", która była pierwszą moją wystawą w Polsce. Poznałem środowisko, brałem udział w kilku Camelotach, kilku wystawach w Legnicy, przeglądach w Krakowie, Sztokholmie, Warszawie.

– Od 95 roku pracuję jako projektant. Ostatnimi czasy zajmuję się głównie projektowaniem wzorów. Współpracuję z kilkoma firmami i sprzedaję projekty. Nie zajmuję się produkcją ani sprzedażą, tylko projektuję. Od czasu do czasu robię wzory dla znajomych. Poza tym staram się  wejść na zagraniczny rynek, działam sam, bez pośredników, bo to nie do końca funkcjonuje. Biorę udział w targach jako projektant, działam bez firm pośredniczących, nawiązuję bezpośrednią współpracę z galeriami i sklepami jubilerskimi w europie.

Zdaniem Wysokińskiego polscy projektanci w Zachodniej Europie prawie nie istnieją.

– Ludzie ich po prostu nie znają, choć biżuteria jest w wielu renomowanych galeriach i firmach jubilerskich  Nasz rodzimy rynek nie jest miejscem, gdzie można zabłysnąć projektując biżuterię. Projektantami są różni przypadkowi ludzie. W Europie Zachodniej dba się o to, żeby czołówka była na światowym poziomie, a Polskę zazwyczaj reprezentują ludzie, którzy niekoniecznie powinni to robić. Dlatego trzeba samemu zadbać o bycie rozpoznawalnym. Projektanci muszą zaistnieć na rynku poprzez targi i wystawy, bez pomocy pośredników, którym nie zależy na promowaniu nazwisk. Artyści mają już inne ścieżki, bo robią co innego i mają innych odbiorców. Przykładem z Polski może być Arek Wolski, który w tej chwili odnosi naprawdę duże sukcesy na tym polu, pokazując swoje obiekty w czołowych galeriach sztuki w europie i USA. W tym przypadku nie sklepy jubilerskie, tylko galerie, które skupiają kolekcjonerów i kustoszy Muzeów są odbiorcami. Sztuka to zupełnie inny rynek. 

– Interesują mnie różne dziedziny, nie tylko sztuki. Lubię architektoniczne konstrukcje przestrzenne. Zawsze zajmowałem się wieloma różnymi rzeczami – modelarstwem lotniczym, elektroniką, lubiłem majsterkować, interesowałem się sztuką, malowałem, robiłem projekty mebli. Wszystko co powstaje wynika z obserwacji otoczenia, pomysły bardzo często przychodzą w dziwnych miejscach, na rowerowych wycieczkach. Widzę jakiś kształt, który mi się podoba i potem próbuję coś na to podobieństwo stworzyć. Nie ma rzeczy, które są znikąd, zawsze inspiracja skądś musi przyjść.

Źródło: pb.info.pl

PODOBNE ARTYKUŁY

BRAK KOMENTARZY

Odpowiedz