Strona Główna Magia kamieni Cykl perłowy: czy perły są pechowe?

Cykl perłowy: czy perły są pechowe?

1748

Z pewnością sznur pereł nie przyniósł szczęścia kolejnym właścicielom perłowego naszyjnika, którego pierwotną właścicielką była Gertruda Komorowska, pierwsza żona Stanisława Szczęsnego Potockiego. Małżeństwo to, zawarte w wielkiej tajemnicy w Niestanicach, bardzo nie spodobało się Potockim. Nie spodobało się do tego stopnia, że nie tylko Franciszek Salezy wymógł na swym synu unieważnienie związku w powodu uwiedzenia, ale także przedsiębiorczy teściowie postanowili porwać swą synową i umieścić w klasztorze. Coś jednak poszło nie tak, skoro młodziutka, a na dodatek brzemienna małżonka Potockiego została zamordowana. Według wersji Potockich Gertruda zginęła przypadkowo, gdy napastnicy spotkali po drodze wozy wyładowane zbożem i, aby stłumić krzyki ofiary, przygnietli ją nieszczęśliwie poduszkami, doprowadzając do uduszenia. Zwłoki wrzucono do rzeki Raty w pobliżu Sielca Bełzkiego, a znaleziono wiosną po spłynięciu lodów.

Po śmierci Gertrudy przystąpiono do podziału rodzinnych pamiątek. Jej najmłodszy brat, Augustyn Komorowski, otrzymał naszyjnik – trzy sznury niedużych lecz kształtnych perełek – zapinany na wysadzany drobnymi brylancikami ozdobny zameczek (fermoir). Naszyjnik był prawdopodobnie prezentem ślubnym od Szczęsnego.
Augustyn podarował perły, również jako prezent ślubny, swej wnuczce Henryce. Poślubiała ona właśnie, także mimo przestróg rodziców, poetę Kornela Ujejskiego. Rodzice słuszne przestrzegali, Ujejski bowiem szybko ulokował swe uczucia gdzie indziej i związek zakończył się separacją. Pani Ujejska żyła więc samotnie, wychowując syna Romana. Ten zaś ożenił się z Zofią Bukowską, której Ujejska, ofiarowała właśnie perły Gertrudy, nie odkrywszy zapewne fatum ciążącego na naszyjniku. Tradycji nieszczęść musiało stać się zadość i młoda pani Ujejska, w wieku niespełna 27 lat, umarła na dyfteryt.
Naszyjnik odziedziczyła jej córka i jej również nie przyniósł szczęścia. Zmarła tragicznie w wyniku zarażenia tyfusem plamistym, nie dożywszy nawet 30 lat. Przed śmiercią zdążyła jednak podzielić swe klejnoty pomiędzy rodzinę. Pechowy perłowy naszyjnik dostał się jej kuzynce, Felicji z Zaklików Mycielskiej. Wówczas ktoś wreszcie poszedł po rozum do głowy i energicznie zakrzątnięto się koło „odczarowania” złowieszczego klejnotu. Zajął się tym Andrzej Mycielski, syn Felicji, wtedy student wydziału prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wybrał się w tym celu do zaprzyjaźnionego z rodziną księdza Czesława Wądolnego, który w latach 1918 – 1925 był archiprezbiterem kościoła Mariackiego w Krakowie.
Ksiądz Wądolny pomyślał chwilę, po czym z podręcznej biblioteki wyciągnął wiekową księgę, gdzie znalazł jedną z najstarszych modlitw Kościoła, pochodzącą z IV w. i zatwierdzoną przez sobór nicejski – modlitwę przeciw złym kamieniom. Młody Mycielski w odprawionej ceremonii egzorcyzmów posłużył za ministranta. W swoich wspomnieniach zanotował, iż perły „stały się od tego momentu nie przynoszącym już pecha świecidełkiem… Nicejskie zaklęcie podziałało” i od tej pory naszyjnik Gertrudy nie sprawiał już nikomu kłopotu.
Tyle jedna legenda. Perły przysporzyły też kłopotów królowej Bonie, możliwe, że skazując ją na wieczne syzyfowe prace w zaświatach.
Legenda mówi, iż król Zygmunt Stary podarował królowej Bonie wiele włości, wśród których był także zamek w Czersku. Królowa przybyła do niego w 1520 roku. Na dziedzińcu wybudowała renesansowy dworek, a w okolicy założyła uprawę winnej latorośli oraz włoszczyzny. Czterdzieści lat później, pośpiesznie wyjeżdżając z Polski,  ze wszystkich swych posiadłości skrzętnie zbierała kolekcjonowane przez całe życie kosztowności.
Pojechała także do zamku Czerskiego, aby i stamtąd wydostać swoje skarby. Chcąc przyspieszyć pracę, sama przenosiła do powozu mniejsze szkatułki. W czasie znoszenia jednej z nich nie zauważyła, że spod wieka wysunął się długi sznur pereł. Zahaczyła nim o występek w murze i przerwała.. Perły rozsypały się po posadzce, lecz królowa nie zebrała ich, tylko poszła dalej. Nikt inny również tego nie zrobił. Legenda mówi, że w czasie pełni księżyca na murach zamku pojawia się biała postać zbierająca rozsypane niegdyś perły. Lecz gdy tylko zakończy swą pracę zaczyna ją od nowa, bo perły się rozsypują. I czynność ta nie ma końca. Czyżby więc perły okazały się pechowa także dla królowej?

Opracowała: Katarzyna Stępień
Źródła:
www.czersk.org www.wilanow-palac.pl

Zdjęcie: Galeria Biżubizarre

BRAK KOMENTARZY

Odpowiedz